
O co chodzi?
Pierwszą różnicą w porównaniu do
„Jungle Speed” jest to, że grę wygrywa gracz z największą ilością kart, a nie
ten, który najszybciej kart się pozbędzie. Dla mnie to dobre rozwiązanie. Do
końca rozgrywki wszyscy gracze angażują się w zdobywanie kart, bo przecież ta
ostatnia może przesądzić o zwycięstwie! Po drugie, w „Safari” mamy do
dyspozycji 5 (a nie 1) totemów! Fakt, że mniejsze i nie tak ładne, jak w
klasycznej wersji, ale za to wprowadzające większe urozmaicenie do gry. No
właśnie, „urozmaicenie” to chyba myśl, która najczęściej towarzyszyła mi
podczas rozgrywki. W „Jungle Speed” pojedynki o totem wywoływane były tymi
samymi kształtami na kartach. Trochę urozmaicenia dodawały karty specjalne. Ale
w moim odczuciu nie było ich na tyle dużo i nie miały tak urozmaiconych efektów,
żeby znacząco wpływać na rozgrywkę. „Safari” jest inne, sposobów na zdobycie
kart jest kilka. Same karty są również różnorodne. Mamy karty standardowe
(białe tło) z sympatycznymi rysunkami zwierząt. Gdy je odkryjemy dodajemy do
swojego stosu zdobytych kart. Mamy karty głodnych zwierząt (niebiesko tło), ich
odsłonięcie aktywuje pojedynek o totem. A dokładniej mówiąc
jeden z pięciu
totemów. Na każdym jest symbol pożywienia przypisany do jednego z pięciu
zwierzaków, które znajdują się w talii głodnych zwierząt. Trzeba wykazać się
nie tylko refleksem, ale również szybkością kojarzenia odpowiedniego totemu z
danym zwierzęciem. I co ważne, w pojedynku uczestniczą wszyscy gracze, a nie
jak w klasycznej wersji, tylko ci z takimi samymi symbolami. Mamy wreszcie
karty wściekłych zwierząt (biało czerwone tło). Gdy jedna z nich pojawi się na
stole gracze muszą odpowiednim gestem i dźwiękiem przedstawić odsłonięte
zwierze. Kto zrobi to jako ostatni musi odłożyć kartę ze swojego stosu zdobyczy
pomiędzy totemy. Mamy jeszcze karty kameleonów, każda w kolorze jednego z
totemów. Wymuszają one na nas albo chwycenie totemu w odpowiednim kolorze albo dotknięcie
przedmiotu w kolorze kameleona, sami wybieramy przed grą, którą z tych zasad
chcemy zastosować. I wreszcie mamy karty Łowców. Gracz, który ją odkryje
zamienia się w Łowcę i ma za zadanie położenie dłoni na stosie zdobyczy innego
gracza zanim ten zdąży go zasłonić. Jeśli Łowca będzie pierwszy to nie zabiera
całego stosu zdobyczy pokonanego tylko ma prawo zatrzymać kartę Łowcy. Fajne
rozwiązanie, które pozwala zachować balans i równowagę do końca gry. Mało
rodzajów kart? To mamy bonusa! Do pudełka dołączone są dwie karty promocyjne „hiena”.
Ich pojawienie się na stole rozpoczyna pojedynek o karty odrzucone pomiędzy
totemy (oczywiście jeśli jakieś się tam znajdują). Kto pierwszy ich dotknie
zabiera je do swojego stosu zdobyczy.

Wykonanie i instrukcja
Wykonanie i jakość kart nie
odbiega od tego z klasycznej wersji. Ilustracje zwierząt i Łowców na kartach
przypadną do gustu szczególnie dzieciom, są dość ładne i wzbudzają sympatię.
Nie podobają mi się jedynie karty Kameleona. Instrukcja jest jasna i
przejrzysta. Dokładniej mogłoby być jednak wyjaśnione co robi się z kartami Wściekłych
Zwierząt oraz Hien po ich zagraniu.
Wrażenia z rozgrywki
Gra się bardzo przyjemnie! I co
ważne już nawet w 2 - 3 osoby zabawa jest przednia. W klasycznego „Jungle
Speed’a” można było również grać od 2 osób jednak gra pokazywała pełnię swoich
możliwości dopiero od 5 – 6 graczy. W mniejszą ilość osób - nuda. To bardzo
subiektywne odczucie, ale dzięki ilustracjom zwierząt, a nie abstrakcyjnym
kształtom, jak w klasycznej wersji, gra jest sympatyczniejsza i łatwiej
zachęcić inne osoby do gry. I co dla mnie najważniejsze, rozgrywka jest
różnorodna i można ją modyfikować. Współgracze nie chcą udawać Wściekłych
Zwierząt? To usuwamy karty z talii.

Jeśli coś miałbym zarzucić grze
to zbyt małą ilość kart. W sumie mamy ich tylko 42 (z Hienami to 44). Z czego
12 to karty z białym tłem, które nie wywołują żadnej akcji. Gra jest
przeznaczona dla maksymalnie 6 graczy. Czyli przy wykorzystaniu wszystkich kart
w maksymalnym składzie każdy na początek dostanie 7 kart. Jak dla mnie trochę
mało. Przydałoby się mieć 60 kart. Ale jak podejrzewam do „Safari” pojawią się
dodatki.
Zastrzeżenia budzi również cena.
Co prawda grę można znaleźć już za 55 zł, jednak w większości sklepów musimy
wydać od 63 do 75 zł. Jak za grę imprezową, 42 karty i pięć małych totemów
sporo. Za klasyczną wersję z 80 kartami damy z reguły 10zł mniej. W mojej
opinii warto jednak te 10zł więcej dać. Będziecie mieli większy fun niż przy
klasycznej wersji.
Podoba mi się
- Różnorodność akcji wywoływanych przez karty
- Efekty akcji są tak przemyślane, że nie dają zbyt dużej przewagi jednemu z graczy
- Możliwość wybierania rodzajów kart w zależności od preferencji graczy
- Rozgrywka wymaga nie tylko refleksu i spostrzegawczości ale i szybkości kojarzenia
- Sympatyczne ilustracje postaci
- Dobrze bawić będziemy się już w 2 – 3 osoby
Nie przekonuje mnie
- Zbyt mała ilość kart
- Trochę za wysoka cena
- Małe niejasności w instrukcji
Werdykt
Odpowiadając na tytułowe pytanie
stwierdzam, że uczeń przerósł mistrza! Klasyczny „Jungle Speed” to jeden z
imprezowych hitów na naszym rynku. Uważam, że „Jungle Speed Safari” dzięki swej
różnorodności jest tytułem ciekawszym. Więc jeśli lubicie tego typu gry, to
pomimo mniejszej ilości kart oraz wyższej ceny, polecam gorąco ten tytuł! W
porównaniu ze starszym bratem lepiej nadaje się do zabawy z dziećmi. Śmiało
wyruszajcie więc na Safari!
Metryczka
Tytuł: „Jungle Speed Safari”
Wydawca: REBEL.pl
Autor: Thomas
Vaurchex i Pierric Yakovienko
Liczba graczy: 2 – 6 osób
Wiek: od 5 lat
Czas gry: około 10 – 15 minut
Cena: 55 – 75 zł
Dziękujemy wydawnictwu Rebel.pl za przekazanie gry do recenzji
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz